Dzwon przeciw chmurom Zakrzowie

Dawno, dawno temu na Śląsku ludzie wierzyli, że w każdej wsi musi być postawiona wieża, a w niej zawieszony poświęcony dzwon. Dzwon ten miał rozganiać chmury i strzec przed burzą. Bo trzeba dodać, że jak dawniej z takich chmur jak piorun strzelił, to mogła się spalić nawet cała wioska!

Pewnego razu w Zakrzowie, niebo tak pociemniało, takie się zrobiło prawie czarne, że wszyscy ludzie co sił w nogach pouciekali z pola do domu i swój dobytek starali się jak najszybciej ukryć w bezpiecznym miejscu. We wsi też stała drewniana wieża z dzwonem. Gdy nadciągnęła burza dwóch gospodarzy, wyznaczonych przez wioskę, śpieszyło się, żeby rozkołysać dzwon. Już byli w drodze, kiedy nagle powiał taki wiatr, że musieli się zatrzymać i schronić. Po kilku chwilach wyszli, a  już deszcz padał. wielkimi kroplami Ledwo zdążyli wspiąć się na wieżę! Wszyscy ludzie w Zakrzowie bardzo się bali, że nie zdążą rozkołysać dzwonu, bo do tego trzeba mieć wiele siły: ”Bim, bam, bom” i „bim, bam, bom..” wtedy dopiero odetchnęli z ulgą.

Niebo zaczęło jaśnieć, chmury znikły, a deszcz pokropił i przestał padać. Wszyscy wiedzieli, że ocaliły ich poświęcone dzwony!

 

Brzmienie  legendy w języku śląskim...

 

Zakrzowski zwon przeciwko mrokwiom

Dołwno, dołwno tymu na tyj ślonskiyj ziymi ludzie wierzyli w to, iże w każdyj wsi musi stołć wieża z poświynconym zwonem, keri mioł rozganiać mrokwie i strzec przed grzmotem. Trza w tym miyjscu pedzieć , iże jak dołwnij z takich mrokwi strzeloł grom, to mógła se społlić i całoł drewnianoł wiejś!

Rołz w Zakrzowie niebo zakryła takoł czornoł mrokiew. Ludzie, kerzy byli na polach przed niom uciekali do dom wiela umieli przebiyrać nogoma, coby siebie i swój dobytek schronić.

We wsi stoła drewnianoł wieża ze zwonem. Rołz, jak grzmot nadciongoł, to dwóch wybranich łod gospodołrzy, mocnych chopów, leciało do zwonnicy. Ale zaczon wiołć taki mocni wiater, iże musieli se skludzić i go przeczekać. Po wietrze zaczon padać taki srogi dyszcz, iż mieli biyda dostać se do zwona. Zakrzowianie ze strachym i w napiynciu czekali na piyrwsze „Bim, bam, bom”. Zwonnicy tak fest huśtali zwonem, iże mrokwie zaczły prandko uciekać, dyszcz przestoł padać i niebo se przejajśniyło. Wszyjscy byli jednyj myśli: to poświyncony zwon ich uratowoł!

 

Strona informacyjna

Jezyk: