Legenda o gogolińskiej szpicy
Legenda głosi, że owa kamienna wieża to pozostałość po dawnym zamku, którego właścicielem był zamożny, ale bardzo skąpy władca. Pewnego dnia na zamku odbywała się uczta z muzyką. W tym czasie przechodził tamtędy wędrowiec, strudzony zakołatał do bramy zamkowej, prosząc o lichą strawę i schronienie przed nadciągającą burzą. Nie dość, że nic nie otrzymał, to jeszcze poszczuto biedaka psami. Rozżalony żebrak przeklął pana i całe jego włości.
Tego samego dnia, podczas burzy, piorun uderzył prosto w zamek, który zapadł się pod ziemię. Wokół pozostały porozrzucane głazy i kamienna wieża-szpica. Po pewnym czasie, w okolicach góry zaczęły pojawiać się tajemnicze zjawy – biała dama z czarnym psem, trzymającym w pysku dwa płonące klucze zamczyska. Z białą damą zetknęła się mieszkanka Kamienia Śląskiego, kiedy to zbierała jagody w lesie. Zjawa prosiła ją o codzienną modlitwę o północy w jej intencji, w miejscu zapadniętego zamku. Zlękniona kobieta gorliwie wypełniała prośbę białej damy. Mimo podeszłego wieku wchodziła codziennie o północy na Szpicę i prosiła Boga o przebaczenie wyrządzonych ludziom krzywd przez właścicieli zamku. Biała dama została uwolniona od ciążącej na niej klątwy.
Brzmienie legendy w języku śląskim...
Gogolińskoł "szpica"
Staroł legynda rozprawioł, iże ino ta kamiynnoł wieża łostała po wielkim zomku łod bardzo bogatego, ale przi tym tyż pragliwygo panołczka.
Jednygo dnia na zomku wyprawiono wielkoł uczta z muzykom, a w tym czajsie przechodzioł tam utrudzony i głodni wandrownik. Zaklupoł we wrota i projsioł ło jołdło i schronienie, bo nadciongoł grzmot. Borołk ale niy zaznoł miłosierdzia! Niy dostoł nic, a jeszcze poszczuli go psami. Z wielkiygo żołlu biydołk przeklon pana, dwór i całi dobytek.
Rychło nadeszła sprawiedliwojść. Jeszcze tygo samygo dnia grom strzeloł prosto w zomek, keri se zapołd pod ziymia, łostały ino rozciepane wielkie kamiynie i zomkowa wieża, jak „szpica” w pojszczodku. Niedugo potyn ludzie widywali kole tygo miejsca biołoł dama z czornym psem, keri trzimoł w pysku dwa połlonce se klucze zomkowe.
Rołz na jagody wybrała se do lasu kobiyta z Kamienia Śląskiego i tam spotkała białom paniom, keroł projsiyła, coby za niom rzykać kożdygo dnia ło północy przi zapadlisku. Zlynknionoł kobiyta gorliwie przichodziyła każdi dziyń ło północy i kole Szpicy rzykała w intencyi biołej damy, proszonc Boga ło przebołczynie wszystkich wyrzondzonich ludziom nieprawojści przez właścicieli zomku. Ponbóczek wysłuchał ta kobieta, a biołoł dama uwolnionoł łod klontwy, bo już wiynci se nie pokołzywała.
