Pewna kobieta była u krewnych na świniobiciu. Pod wieczór wracała do domu przez łąki, spiesząc się bardzo, bo już się ściemniało. Wybrała drogę prowadzącą przez Stradunię, a gdy już znalazła się na mostku, ze zdziwieniem zobaczyła, że woda w rzecz jest dziwnie niespokojna.
- Co się tu dzieje? Woda się burzy, a wiatru nie ma?
W tym momencie na brzeg wyskoczył wodnik, który coś do niej powiedział, ale kobieta stała nieruchoma, jakby ją ktoś zamienił w kamień. Zdrętwiała, tymczasem stwór wlazł jej na plecy i mokrą łapą zaczął wyjmować z worka świeżutkie jelitka i krupnioki. Wtedy oprzytomniała i krzyknęła:
- Jezus Maryja, toż to utopiec!
Ale jego już nie było. Pluskał się w wodzie, zajadając pyszne wędliny.
Zmartwiona, mokra i zziębnięta ruszyła w stronę Wygonu, a za sobą jeszcze długo słyszała śmiech sytego wodnika. W nocy nie mogła zasnąć, bo ciągle widziała pysk tego złodziejaszka.
H. MŁYNARSKA, Legendy, podania i opowieści historyczne z Głogówka i okolic.
