Historia o pannie wodnej - Meluzynie
Dawniej, gdy śląskie babcie wsłuchiwały się wieczorami w wycie wiatru za oknami, mawiały – To Meluzyna płacze, szuka swoich dzieci...
Działo się to dawno, dawno temu. W owych czasach rosły na Śląsku gęste, mroczne zarośla i lasy, które kryły wiele tajemnic. Czasami jakiś człowiek zabłąkał się w leśnej gęstwinie i wtedy jego oczom ukazywał się nieznany, pełen dziwaków i czarów świat. Przydarzyło się tak raz młodemu drwalowi Jorgowi. Było właśnie swobodne popołudnie – nastał czas odpoczynku po całym tygodniu ciężkiej pracy. Jorg wyruszył w drogę do swojej matki, która mieszkała w małej wiosce po drugiej stronie lasu. Szedł wąską dróżką wijącą się wśród zieleni. W pewnej chwili ścieżka urwała się i Jorg niespodziewanie znalazł się w gęstych zaroślach.
„Co się dzieje?” – pomyślał zaniepokojony. „Czyżbym się zgubił? Nie, to niemożliwe. Przecież tyle razy już tędy chodziłem…”
Zaczął przedzierać się przez gęstwinę. Ostre gałęzie uderzały go w twarz, nogi zapadały się głęboko w miękkim poszyciu. Jorg spojrzał przed siebie i wśród splątanych konarów zobaczył światło w oddali. Ruszył w tym kierunku i po chwili znalazł się na skraju ogromnej polany. Zachodzące słońce oświetlało czerwonym blaskiem piękny pałac stojący na jej środku. Zdumiony młodzieniec podszedł bliżej. Nie był to koniec dziwów, bo oto przed pałacową bramą ujrzał prześliczną dziewczynę. Wieczorny wiatr delikatnie rozwiewał jej kruczoczarne włosy. Ciemne oczy przypatrywały się uważnie przybyszowi, zaś całą twarz rozświetlał cudowny uśmiech. Jorg widząc ją zapomniał o całym świecie. Chciał już tylko pozostać tu na zawsze. I tak tez się stało, gdyż dziewczynie również przypadł do serca niespodziewany gość. Postanowili się pobrać. W dniu ślubu Meluzyna – bo tak nazywała się śliczna panna z leśnego pałacu – podeszła do swojego męża i powiedziała:
- Najdroższy mój, od dziś będziemy już zawsze razem. Proszę cie tylko o jedno: w każde sobotnie popołudnie będę zamykała się w mojej komnacie i zostanę tam do niedzieli rano. Obiecaj, że w tym czasie nigdy nie będziesz do mnie przychodził ani wypytywał co tam robię. Pozwól mi mieć te jedną tajemnicę.
Jorg zgodził się, a Meluzyna obdarzyła go najpiękniejszym ze swych uśmiechów. Ich wspólne życie potoczyło się spokojnie i szczęśliwie. Po roku, w leśnym pałacu przybył nowy mieszkaniec – urodził się mały chłopczyk. Za rok następny, a po dwóch latach jeszcze jeden. Meluzyna okazała się nie tylko dobrą żoną, ale również wspaniałą matką. Leśna polana od rana do wieczora rozbrzmiewała wesołym śmiechem i świergotem dziecięcych głosów. Jorg czuł się najszczęśliwszym z ludzi. Chociaż… Jedna rzecz nie dawała mu spokoju. Już od kilku lat Meluzyna spędzała sobotnie noce zamknięta w swojej komnacie.
„Co ona tam robi?” – zastanawiał się nieraz. „Może spotyka się w tajemnicy przede mną?
Albo też odprawia jakieś czary? Dlaczego nie mogę do niej wejść?”
W końcu postanowił sprawdzić, co dzieje się w komnacie żony. Gdy nadeszła kolejna sobota i Meluzyna jak zwykle zamknęła się u siebie, zakradł się cicho pod jej drzwi. Ostrożnie przytknął oko do dziurki od klucza. W komnacie panował półmrok. Powoli zaczęły wyłaniać się z niego niewyraźne kształty mebli. Na środku pokoju stał mały basen, w którym Meluzyna zwykła codziennie się kąpać. Tym razem chyba tez w nim była, gdyż Jorg usłyszał cichy plusk wody. Jeszcze mocniej przytknął oko do otworu w drzwiach. Najpierw zobaczył długie włosy żony, czarną falą spływające na jej plecy. Później… Nie, to niemożliwe!!!
Od pasa w dół jego ukochana miała kształt ryby! W blasku świec wyraźnie odbijała się srebrzysta łuska.
- Meluzyno! – krzyknął przerażony Jorg. Syrena odwróciła się. Spojrzała na niego wzrokiem tak smutnym i pełnym bólu, że Jorg poczuł, jak jego serce pęka z żalu. W tej samej chwili zerwał się wicher, z trzaskiem otwarły się wszystkie okiennice i Meluzyna zniknęła w ciemnościach nocy…
