O szacunku dla chleba

Niedaleko Góry św. Anny mieszkał sławny piekarz. Wypiekał on doskonały chleb, najsmaczniejszy w okolicy, i zawoził go swym wozem do zamku, bo jak panowie skosztowali tego chleba, to już innego jeść nie chcieli. Pewnego razu piekarz naładował więcej niż zwykle i ruszył w drogę. Gdy wjeżdżał pod górkę, koń mu nagle osłabł i nie mógł dalej ciągnąć wozu. Furmanka zapadła się głęboko w glinę i nie można było jej wyciągnąć. A tu ani śladu kogoś, kto by pomógł piekarzowi ją wyciągnąć. A furmanka z każdą chwilą grzęzła coraz głębiej.

- Cóż tu zrobić? – martwi się piekarz. Usiadł koło konia i zaczął rozmyślać. Nigdzie nie było nawet kamieni, żeby wsadzić je pod koła i jakoś ruszyć z miejsca.

- Ha, wezmę kilka bochnów chleba! – powiedział piekarz - podłożę pod koła, wtedy furmankę wydobędę, a koń wypocznie w zamku – pomyślał i zabrał się do roboty.

Ledwo podłożył chleb pod koła, nagle coś strasznie huknęło, błysnął się ogromny ogień, potem trzask! – i nastała cisza.

Piekarz, furmanka i koń zapadli się pod ziemię i nikt więcej ich nie widział. A w miejscu tym pojawił się wielki kamień. Ludzie mówią, że to na pamiątkę tego wydarzenia, aby nigdy nie zapomnieć, że chleb jest darem od Boga, a ten kto go nie szanuje musi ponieść karę. A jak komuś chleb spadnie na ziemię, to należy go podnieść i pocałować, bo to święta rzecz.

O miedzniku spod Góry św. Anny

Niedaleko Góry św. Anny mieszkał pewien kłótliwy człowiek, który żył w wielkiej niezgodzie ze swoim sąsiadem. Ciągle wadzili się o polną miedzę.

Pewnej nocy, gdy nikt nie widział, wyszedł na pole i ukradkiem przesunął kamień graniczny tak, że poszerzył swoje pole o pięć metrów! Zadowolony wrócił do domu.

Kamień graniczny to rzecz święta, a ta sprawa mogła zakończyć się albo w sądzie na ziemi, albo w niebie, przed tym najważniejszym z sądów!

Po paru dniach znów doszło między sąsiadami do zwady o kamień. Chłop nie chciał ustąpić i konflikt trwał dalej. Aż nagle pewnego dnia zły chłop zmarł. Ludzie mówili, że jego dusza błąkała się potem przez długie noce po polu i słychać było jak jęczy:

- Gdzie mam ten kamień położyć? Gdzie mam ten kamień położyć?

Wszyscy wiedzieli, że to dusza chytrego chłopa. Ale pewien zacny gospodarz ulitował się nad nim i wybawił jego duszę. Poszedł o północy na pole chłopa, a kiedy usłyszał żałosne pytanie:

- Gdzie mam położyć kamień, gdzie?

Gospodarz mu odpowiedział:

- Połóż go tam, skąd go wziołeś!

Duch tak uczynił, a potem zawołał:

- Bóg zapłać, dobry człowieku, tyś mnie wybawił, bo już blisko pięćdziesiąt lat tak z tym kamieniem chodzę i chodzę…

Jak powstał ród Gaszynów

O Gaszynach ludzie opowiadają, że ich najstarszy przodek był w lesie węglarzem. Mieszkał on w lasach kozielsko-raciborskich i bardzo ciężko tam pracował. Pewnego razu – a było to wtedy, gdy Polacy z Czechami zgodzić się nie mogli – przyszedł do niego, do lasu, jakiś młodzik, który twierdził, że jest królem Czechów. Poprosił węglarza o schronienie, mówiąc, że go ścigają, chcą pozbawić życia. Węglarz miał wykopane w ziemi dziury, więc szybko umieścił go w jednej z nich. Na wierzch nałożył zabezpieczenie, a na to zaś węgiel drzewny.

Nagle wpada do lasu zgraja ludzi i pytają robotników leśnych, czy aby nie wiedzieli gdzieś królewicza.

- Nie, my tu nikogo nie wiedzieliśmy – odparli zgodnie. Ale ci zajrzeli do każdego szałasu, wszędzie, nigdzie jednak niczego podejrzanego nie znaleźli. Gdy zaczęli zaglądać do dołów, to węglarz podpalił ten, w którym siedział ukryty królewicz. Wściekli się i zaraz odeszli. Wtedy węglarz zawołał do robotników:

- Gasić, gasić, gasić!

Królewicz został uratowany i z wielkiej wdzięczności nadał węglarzowi tytuł: von Gasiński, który z czasem przekształciło na: Gaszyński, a z tego powstała krótka forma: Gaszyna. To jest właśnie ten ród hrabiowski, który kaplice na Górze św. Anny zbudował.

Czarty, diabły i pieklorze – wcale nie takie straszne

Coś niewiele ostatnio słyszy się o diabłach. Może po prostu ludzie przestali wierzyć w ich istnienie? A przecież jeszcze nie tak dawno temu w wielu baśniach i ludowych opowieściach pojawił się czart – zawsze po to, aby ludziom szkodzić i sprowadzać ja na złą drogę. Opowiadano wówczas, że diabelski ród zamieszkuje w piekle, głęboko pod ziemią. Na jego czele stał Lucyfer i to on wysyłał diabły na ziemię, aby szukały nowych grzeszników. Buszowały zatem „pieklorze” – jak ich na Śląsku nazywano – po całym świecie. Ale – jak mówi stare przysłowie – „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. I jego można było przechytrzyć, jeśli ktoś miał dosyć rozumu i sprytu.

Wór pełen złota

Wydarzyło się to trzysta lat temu, a może jeszcze dawniej, w Krapkowicach niedaleko Opola.

Stał tam drewniany dom, o którym ludzie opowiadali, że jest nawiedzony przez diabły. Czasem widywano, jak nocą czarty wnosiły do niego wielki wór. Domyślano się, że kryje on złoto. Jeden z mieszkańców Krapkowic, zapragnął zdobyć diabelski skarb, a że należał do ludzi odważnych, postanowił zaczaić się w środku drewnianego domu. Ukrył się pod stołem, a wcześniej dokoła niego poświęconą kredę narysował koło. Wiedział, że żaden diabeł nie przekroczy tego kręgu. Długo czekał na pojawienie się czartów. Kiedy wybiła północ, nagle usłyszał skrzypnięcie drzwi, a potem hałas dobiegający od strony sieni.

Wcisnął się głębiej pod stół i bacznie obserwował. Słyszał coraz głośniejsze kroki i odgłos jakby szurania czymś bardzo ciężkim po podłodze. Po chwili do komnaty, w której się znajdował, weszły cztery diabły, ciągnąc za sobą wielki wór. Kiedy go otworzyły, w środku ukazało się złoto. Od jego blasku w pokoju stało się jasno jak w dzień. Nagle jeden z diabłów dostrzegł krąg, narysowany kredą. Zbliżył się do stołu i zobaczył schowanego pod nim człowieka. A ten wrzasnął na cały głos: „Jezus Maria!”

Czarty, gdy usłyszały święte imiona, czym prędzej chwyciły wór ze złotem i już ich nie było. Jakby rozpłynęły się w powietrzu. Śmiałek zaś wrócił do domu z pustymi rękami.

I dobrze się stało, że czarty ze skarbem znikły. Bowiem, jak mawiali starzy Ślązacy, diabelskie złoto nie przynosi szczęścia. Naprawdę bogaty może być tylko ten, kto uczciwą pracą zapewni sobie dostatek. A wtedy wszystkie diabły, ich pokusy i obietnice, a także ich wielkie skarby nie są człowiekowi do niczego potrzebne. 

 

Strona informacyjna

Jezyk: